strona 2486

– A to jakaś tajemnica? – dopytywałem uparcie – …te babskie sprawy?
– Powiedziała, że niepotrzebnie tak się tym przejęłam… – Wiosna, z trudem mówiąc te słowa uśmiechnęła się zażenowana – Zadowolony już?
– I tylko tyle? – miałem nadzieję, że jednak powie mi coś więcej.
– …że, ‘no może i stało się’, ‘no i co z tego?’, – po chwili, rumieniąc się ze wstydu zaczęła cicho mówić – powiedziała, że przecież każdemu może się takie coś przydarzyć i, że…
– Że? – spytałem gdy nagle umilkła.
– Że nie trzeba tak histeryzować jakby to jakiś dramat od razu był. – wyrzuciła z siebie jednym tchem.
– No i co jeszcze? – spytałem trochę zdziwiony tym co przed chwilą usłyszałem, bardzo skąpą przecież jej relacją ale bałem się zbyt mocno naciskać by znów nie zakończyło się to awanturą.
– Nic. – Joanna wzruszyła ramionami – Przejęta była …i taka wyjątkowo tym, że ja płaczę poruszona.
– Płakałaś? – spytałem naiwnie.
– …a jakoś tak. – bąknęła cicho.  
– He… – pokręciłem głową zaskoczony słowami Joanny – Była poruszona?
– I wiesz… – Wiosna zająknęła się – Tak do mnie mówiła… tak czule… i z takim zatroskaniem…
– Matka? – nie mogłem uwierzyć, że po tych wszystkich jej uwagach których musiałem wysłuchiwać, po tym krytycznym nastawieniu do Joanny zdobyła się na coś takiego.
– Wiesz… – Wiosna westchnęła – Ja cała zaryczana, a twoja mama do mnie tak mówiła… takim ciepłym, zatroskanym głosem jak nawet moja mama nigdy do mnie nie mówiła.
   Nie odezwałem się. Nie miałem pojęcia co mam powiedzieć.
– …taka mną przejęta …zatroskana. – Joanna powtórzyła też może nie mogąc w to uwierzyć.
– Co ty nie powiesz… przejęta i zatroskana. – cicho powtórzyłem.
– No naprawdę. – Wiosna uśmiechnęła się nostalgicznie – Nikt nigdy do mnie tak czule nie mówił jak twoja mama dzisiaj.
– No, do mnie chyba też moja matka tak nie mówiła. – odezwałem się dopiero po chwili – Naprawdę… nigdy do mnie tak nie mówiła.
– Powiedziała… – Joanna nagle się zawahała – że zawsze chciała mieć córkę.
– Córkę? – zdziwiłem się – Pierwsze słyszę.
– No… – cicho przytaknęła – …że chciałaby mieć taką córkę jak ja.
– Coś jej zaczęło odbijać? – spytałem ironicznie – …nigdy wcześniej nic takiego nie mówiła. 
– Powiedziała …że tak ładnie mi w tych spodniach. – Wiosna opuściła oczy speszona tym co właśnie mówi – …i że nie ma co dramatyzować, że taka ładna dziewczyna powinna być pewna siebie… że powinna być zdecydowanie pewniejsza siebie.
– …że tak ładnie ci w tych spodniach? …tak mówiła? – nie mogłem w to uwierzyć – …w tych różowych?
– No. – Joanna skinęła głową promieniejąc radością.
– Naprawdę? – uważnie patrzyłem w oczy dziewczyny.
– Nie. – prychnęła niespodziewanie zabarwionym złością głosem – Z palca sobie to wyssałam.

strona 2485

– Profesor się znalazł. – Joanna warknęła patrząc na mnie z niechęcią – Od siedmiu boleści.
– Asiu… – jęknąłem – daj już spokój.
– Ten, co się na wszystkim najlepiej zna. – wysapała wciąż jeszcze urażona.
   …nie powiem więcej ani słowa… nie warto… – postanowiłem – …po co mi ten cały cyrk?… nie będę się odzywać… nie będę poprawiać jej… obojętnie co by się nie działo…
   Joanna niepokojąco spowolnionym ruchem sięgnęła do włosów i powoli, jakby wymagało to wyjątkowego skupienia zsunęła gumkę spinającą jej włosy w końska kitę.
   …rozbiera się jednak… – poczułem ulgę – …może to koniec tych awantur na dzisiaj?…
   Wiosna poruszyła energicznie głową sprawiając, że jej jasne włosy rozłożyły się równomiernie na plecach i ramionach.
– Co ci matka nagadała? – patrząc wciąż uważnie na zapięcie jej spodni, które we właściwy sobie sposób zareagowało na energiczne ruchy Joanny, patrząc na suwak, który nieznacznie ale jednak zsunął się nieco niżej spytałem starając się by zabrzmiało to całkiem obojętnie. Spytałem chcąc zmienić, a właściwie to nadać jakiś może temat naszej, wyjątkowo chaotycznej rozmowie.
– Kiedy? – Wiosna niespodziewanie speszona moim wbitym w nią, wbitym w jej spodnie wzrokiem może dopiero teraz to spostrzegając opuściła oczy a ręką dotknęła obserwowanego przeze mnie zamka chcąc zapewne sprawdzić czy wszystko z nim w porządku.
– No, jak poleciała tu za tobą. – wiedząc już, że Asia dobrze wie gdzie się patrzę oderwałem wzrok od bladobeżowego, nie tak już małego trójkącika, od tego boskiego obiektu mojej wnikliwej obserwacji, niewidocznego teraz bo przecież zasłoniętego dłonią dziewczyny i wpatrzyłem się w jej uspokojone już, lazurowe oczy – …tu, na górę.
– A, wtedy… – nieśmiało uśmiechnęła się nagle zawstydzona moim pytaniem.
   Ręka Wiosny poruszyła się. Nie potrafiąc sobie tego odmówić skierowałem wzrok na dłoń dziewczyny. Joanna kończyła właśnie wolno, może całkiem nieświadomym ruchem ręki podciągać zsunięty, choć tylko nieznacznie, nie tak by wyjątkowo to raziło, ale jednak zsunięty suwak. Chwilę trzymała go gdy już zatrzymał się w tym swoim górnym położeniu może chcąc go mimo wszystko zmusić by doszedł do samego końca i nienaturalnie wolnym, niemal całkiem pozbawionym energii ruchem wypuściła języczek suwaka nie przechylając go i tym razem w dół. Oparła dłoń tuż obok, na swoim udzie.
   …zsunie się… – uśmiechnąłem się wpatrując się wciąż w sterczący języczek suwaka – …zaraz znów się zsunie…
– No, a kiedy? – spojrzałem Wiośnie w oczy.
– Nic szczególnego. – lekceważąco wzruszyła ramionami.
– Nic szczególnego, czyli? – nie dałem się zbyć.
– A takie tam… – powiedziała cicho i zawstydzona niczym mała dziewczynka znów zarumieniona na policzkach opuściła wzrok i wpatrzyła się w podłogę gdzieś tam, w połowie drogi, dzielącej nas od siebie.
– Nic szczególnego, takie tam… – wyrzuciłem z siebie niezadowolony, że dziewczyna nie chce mówić – wiesz, co…
– Oj, no takie tam, babskie sprawy. – wzruszyła pogardliwie ramionami.

strona 2484

– Nie chcesz, nie wierz. – powiedziałem ugodowo – Ważne, że nie dałaś się w nic wrobić.
– W spódniczkę dałam się wrobić. – zdecydowanie kpiła sobie ze mnie – …i co mi na to powiesz?  
– Że do niej będzie pasował. – zignorowałem zbyt wyraźną drwinę Joanny – A do tych sztruksowych spodni śliczny pasek ze ślicznej, metalowej plecionki.
– Już nie boskiej, a ślicznej? – Joanna z uwagą wpatrywała się we mnie.
– I boskiej… i ślicznej. – westchnąłem namiętnie.
– I boskiej… i ślicznej. – powtórzyła z ironicznym uśmiechem na ustach.
– Boskie i śliczne spodnie… boski i śliczny pasek… boska i śliczna dziewczyna… – powiedziałem rozmarzonym głosem.
– Uważaj… – powiedziała wyjątkowo cicho – stąpasz, po samej krawędzi.
– Po cienkim lodzie. – nie chcąc jej przecież rozdrażnić bezmyślnie powiedziałem – Mówi się, po cienkim…
– Zamknij się! – krzyknęła tak niespodziewanie, że aż drgnąłem przestraszony.
– A ty co? – spojrzałem Asi prosto w oczy.
   Patrzyła na mnie pełnym nienawiści wzrokiem.
– Odbiło ci? – jej krzyk mnie rozdrażnił.
– Weź sobie te swoje mądrości i… – choć zaczęła z furią mówić to nagle urwała i dokończyła niepokojąco obojętnie – Zabiorę się. Pójdę sobie i więcej mnie nie zobaczysz.
– Aśka! – rozdrażniony jej zachowaniem wyrzuciłem z siebie podniesionym głosem.
– No nie… – westchnęła nagle milknąc ale już po chwili dalej mówiła z pewnością zbyt głośno i zbyt agresywnie – Ty naprawdę chcesz żebym cię znienawidziła!
– Kocham cię! – i ja też mówiłem już zbyt głośno – Chcę żebyś mnie kochała, nie nienawidziła!
– Nienawidzę cię! – krzyknęła.
– Przestań… – jęknąłem.
– To ty przestań! – nie ustępowała – Bawi cię jak robisz ze mnie tą głupią?
– Odbiło ci? – patrzyłem i nie wierzyłem, że dzieje się to naprawdę.
– Zaraz mi odbije tak, – wyrzuciła z furią z siebie w nagłym porywie niepohamowanej złości – że więcej mnie nie zobaczysz! Nigdy mnie już nie zobaczysz, i będziesz wtedy miał te boskie ideały! Będziesz je miał, jak będziesz sam!
– Uspokój się… – nie miałem pojęcia jak mam się zachować.
– A ty na mnie nie krzycz. – warknęła.
– Nie krzyczę! – odpaliłem impulsywnie.
– Nie wszyscy muszą wiedzieć jak się do mnie odnosisz!
– Co? – niemal mnie zatkało.
– Nie krzycz. – powiedziała niespodziewanie całkiem spokojnym głosem.
   Nie odpowiedziałem. Nie odezwałem się tym razem ani słowem tylko z poczuciem wyrządzonej mi krzywdy, z poczuciem dziejącej się właśnie niesprawiedliwości wpatrzyłem się w zapięcie Asi spodni. Skośne boki tego będącego cały czas w centrum mojej uwagi trójkąta zdawały się teraz być nieco dłuższe od wieńczącej, zamykającej go u góry krawędzi paska.
   …zsuwa się… – poczułem się zaintrygowany tym spostrzeżeniem.

strona 2483

– To kupimy może jakieś na Turzynie. – mówiłem nie zrażony tym, że coraz bardziej Asię to denerwowało – Kupimy takie bladoniebieskie, takie bardzo jaśniutkie, do których ten pas będzie pasował.
– Pas będzie pasował? – spytała kiwając pogardliwie głową.
– Nie musisz nim chyba szpecić takich fajnych spodni. – ignorując niechęć Joanny uśmiechnąłem się do niej ciepło.
– Myślisz, że je szpecę? – spytała chyba zdziwiona tym, co usłyszała.
– Tym pasem na pewno. – stwierdziłem i po krótkim zawahaniu, po niewielkiej pauzie dodałem – Albo…
– Albo co? – Wiosna uparcie wpatrywała się we mnie.
– Albo do tej jeansowej spódniczki. – powiedziałem cicho dopiero teraz sobie o niej przypominając.
– Jeansowej spódniczki? – powtórzyła nad czymś się zastanawiając.
– No bo do różowych sztruksów to jednak zupełnie nie pasuje. – powiedziałem całkiem obojętnym głosem.
– Tych spodni nie założę więcej. – Joanna powiedziała cicho, powiedziała głosem, w którym bez wątpienia słychać było nutkę żalu.
– Nie założysz. – skinąłem potakująco głową – Wiem.
– I pas mi będzie niepotrzebny. – uśmiechnęła się ironicznie.
– Noś go do „oryginalnej, amerykańskiej” spódniczki. – stwierdziłem zbyt może dobitnie – Tak będzie dobrze.
– Niby czemu? – spytała zdziwionym głosem.
– Będzie do niej pasował. – cały czas ciepło uśmiechałem się do Wiosny.
– Myślisz? – spytała niepewnym głosem.
– Od Elwiry go odkupiłaś? – nie wiem po co o to zapytałem.
– Nie. – Joanna pokręciła głową trochę chyba speszona – Jakoś nie wszystko mam od Elwiry.
– No tak… – bałem się, że Joanna za chwilę znowu wybuchnie tą dziwną, niekontrolowaną złością.
– Wygrzebałam go kiedyś w ciuch-budzie. – jej głos był wyjątkowo spokojny.
– Ale oryginalny? – ta rozmowa zaczynała mnie znów bawić.
– A nie? – Wiosna patrzyła na mnie uważnie.
– A Elwira co? – chęć podroczenia się z Asią była nie do pokonania.
– Maciek… – choć z pewnością coś ostrzegającego było już teraz w głosie Wiosny, to ja nie wychwyciłem tego.
– To zrób tak… – wpatrzyłem się w suwak Asi spodni cały czas tkwiący tak, że boki tego, działającego na moje zmysły trójkąta były wręcz idealnie równe – Oryginalny, amerykański pas do oryginalnej, amerykańskiej spódniczki, tej co ją masz od Elwiry…
– Co, od Elwiry? – spytała patrząc na mnie uważnie.
– No sama przecież mówiłaś. – pomyślałem, że Joanna nie rozumie co mam na myśli – Ta jeansowa mini spódniczka, co ci ją na wabia odsprzedała Elwira…
– Na wabia? – przerwała mi zdawałoby się, że całkiem obojętnym głosem.
– A co? – uśmiechnąłem się pogardliwie – Może nie?
– A idź z tymi twoimi dziwnymi teoriami… – westchnęła z dezaprobatą.
– Nie dziwnymi. – stwierdziłem – Chyba ci już tłumaczyłem, co mogło ci wtedy grozić.
– Przesadzasz… – westchnęła chyba jednak nie dając wiary temu, co kiedyś jej powiedziałem o Elwirze i o jej podstępnych zamiarach.

strona 2482

– Bosko… – jęknąłem wpatrując się w sterczący, ustawiony teraz poziomo języczek suwaka.
– Będziesz miał bosko. – powiedziała niespodziewanie się uspokajając.
– Bosko wyglądasz jak się wkurzasz. – powiedziałem cały czas z uwagą obserwując ten tak niespodziewanie odblokowany suwak.
   Joanna z dezaprobatą wciągnęła powietrze i marszcząc zabawnie nosek i czoło wypuściła je po chwili. Suwak na skutek tego głębokiego wdechu drgnął i przeskoczył ząbek niżej. Teraz boki kuszącego mój wzrok, blado beżowego trójkąta były niemal idealnie równe.
– Elwira ci tego nie powiedziała? – palnąłem bezmyślnie.
– A czy ja wszystko muszę konsultować z Elwirą? – w głosie Wiosny zabrzmiała nieśmiała nutka bezsilności, nutka znudzenia i rezygnacji – Może sama też potrafię coś zrobić?
– A co zrobiłaś? – spojrzałem w Asi oczy. Nie były już tak lodowato zimne jak jeszcze chwilę temu.
– Nie założyłam pasa. – powiedziała to zaskakująco spokojnym głosem.
– I bosko teraz wyglądasz. – spojrzałem na zapięcie jej spodni. Suwak był dokładnie w tym samym miejscu co przed chwilą a wszystkie boki tego tak bardzo kuszącego mój wzrok trójkąta były idealnie równe sobie – Naprawdę, bosko.
– Bo ja to nie mam ani gustu, ani pojęcia o modzie. – chciała mi tym dokuczyć.
– Ten metalowy pasek, co miałaś wtedy, – uśmiechnąłem się ciepło znów patrząc w oczy Joanny – to było przecież dla tych spodni czymś wyjątkowym …czymś boskim.
– Co ty tak cały czas z tym boskim wyjeżdżasz? – spojrzała uważnie na mnie.
– Bo są pewne rzeczy wyjątkowe. – odpowiedziałem bawiąc się tą rozmową, bawiąc się rozdrażnieniem Joanny – Można powiedzieć, boskie.
– Jakie rzeczy? – Wiosna spytała nie zastanawiając się zbytnio nad tym co ja mówię.
– Na przykład… – udałem, że się zamyśliłem – metalowy pasek …albo trójkąt równoboczny.
– Trójkąt równoboczny? – Asia z pewnością nic już nie rozumiała z tego co ja mówiłem.
– Idealny… można powiedzieć, że wręcz boski. – westchnąłem patrząc rozmarzonym wzrokiem na wciąż nic nie rozumiejącą dziewczynę – Trójkąt …piękny …kuszący. Tak jak ten śliczny, metalowy pasek…
– Nie przesadzaj. – lekceważąco wzruszyła ramionami.
– Całkiem poważnie mówię. – zapewniłem ją szybko – Nie ma tu ani grama przesady.
– I co? – oczy Wiosny nagle posmutniały – Ten skórzany pas mam wyrzucić?
– Oryginalny amerykański? – przypomniałem sobie to co Joanna chwilę wcześniej z taką dumą powiedziała.
– No… – westchnęła z żalem.
– Możesz go nosić do jeansów. – powiedziałem to tak, jakby było to coś oczywistego – Do takich starych, spranych jeansów będzie pasował na pewno.
– Naprawdę? – Joanna spytała drwiąco się przy tym uśmiechając.
– Nie masz jakichś takich? – spytałem.
– Jakoś… – Wiosna uparcie patrzyła na mnie niechętnym mi wzrokiem.

strona 2481

– Przez to, że zabrałeś mi pasek zamek mi się rozpiął – Joanna nie kryła żalu do mnie – …tam na dole.
– No i co? – lekceważąco wzruszyłem ramionami.
– No i co?! – aż zapiszczała ze zdziwienia a może bardziej z oburzenia – O to ci chodziło? Takie to było zabawne, że pół dnia chodziłam w rozpiętych spodniach i wyglądałam jak idiotka?
– Nie. – zaprzeczyłem.
– Nie? – zdziwiła się.
   Poczułem, że jakiś dziwny bezwład, jakiś nagły a mimo to ekscytujący mnie paraliż zawładnął moim ciałem.
– Zabrałem go, bo nie pasuje do tych spodni. – nagłym, gwałtownym skurczem mięśni, przełamując tą chwilową niemoc wciągnąłem duży haust powietrza.
– Nie sap tak. – speszona opuściła głowę.
– Ładnie ci w tych spodniach. – czułem, że widok stojącej po środku pokoju, zawstydzonej Wiosny intryguje mnie, że nawet mnie to co teraz widzę podnieca.
– No i co? – obojętnie wzruszyła ramionami – Powiedziałam, że więcej ich już nie założę.
– Ładnie ci w tych spodniach. – powtórzyłem robiąc może tym na złość Wiośnie – A ten paskudny pas to psuje.
– A tam …psuje. – powiedziała to niczym mała, zawstydzona dziewczynka.
– Śliczne, różowe spodnie… – mówiłem rozmarzonym głosem – i toporne pasisko.
– Oryginalny amerykański. – nieśmiało próbowała się bronić.
– Oryginalny amerykański. – powtórzyłem bezmyślnie kpiąc teraz z Wiosny.
– Ty się czasem nie zapominasz? – urażona spojrzała na mnie.
   Głos i spojrzenie Joanny nie wróżyły nic dobrego.
– Dlaczego? – czułem jak opuszczają mnie siły.
– No powiedz jeszcze, że jestem głupia i na niczym się nie znam! – wyrzuciła ze złością z siebie.
– Zaraz tam głupia… – jęknąłem speszony.
– A ty co? – spytała prowokującym tonem – Stylista? …że taki mądry? …i pewny siebie?
– Co się wściekasz? – uśmiechnąłem się przyjaźnie.
– Bo mnie wkurzasz tą durną gadką! – wypaliła robiąc się ze złości czerwona na twarzy – Myślałby kto, że na wszystkim się znasz najlepiej.
– I po co te nerwy? – spytałem cicho.
– Prowokuj, prowokuj… a zobaczysz. – wysyczała patrząc zimnym wzrokiem na mnie – …że kiedyś nie wytrzymam.
   Nie odezwałem się. Jedynie z dezaprobatą pokręciłem głową.
– Trzepnę cię! – warknęła niemal już kipiąc tą niespodziewaną złością – I się skończy. I wszystko się skończy. Raz na zawsze!
– Torebką? – nie mam pojęcia dlaczego zadałem to ironiczne pytanie.
– Tak, torebką! – schwyciła z pewnością wcale teraz nie kontrolując tego co robi palcami prawej ręki języczek suwaka, uniosła go i krótkim, nerwowym szarpnięciem pociągnęła suwak w górę ale suwak będąc tam, gdzie wyżej już nigdy nie był ani drgnął – Trzepnę cię tak, że dasz mi spokój! …i więcej się do mnie już nie odezwiesz.

strona 2480

– Nie cierpię jak mówisz mi Aśka. – w głosie Wiosny słychać było wyraźne już ostrzeżenie – Wiesz o tym dobrze.
– Oj tam… – skrzywiłem usta udając zniechęcenie.
   …o to się wścieka… – poczułem ulgę – …a już się przestraszyłem, że wkurza ją, że się patrzę…
– A ja lubię. – powiedziałem pewnym siebie głosem.
– To się zastanów. – ostrzegła mnie – Żebyś czegoś czasem nie żałował.
– Nie mogę? – zdziwiłem się celowo przecież drocząc się z dziewczyną – Nawet teraz, jak nikt tego nie słyszy?
– Ja słyszę. – wyszeptała chyba już resztką sił.
– Aśka… – westchnąłem – …a tak uroczo to brzmi.
– Debil. – skwitowała krótko.
– To masz pecha. – odpowiedziałem całkiem obojętnie brzmiącym głosem.
– Niby czemu? – uśmiechnęła się drwiąco.
– Bo trzeba mieć pecha, – odwzajemniłem jej złośliwy uśmiech – żeby akurat na debila trafić.
– Nie ja trafiałam. – odszczeknęła się.
– Hahaha… – roześmiałem się rozbawiony nagle tą rozmową i śmiało już wpatrzyłem się w tak zawsze wyjątkowo dobrze widoczny suwak tego kuszącego wzrok zapięcia jej spodni – Aśka, Aśka… Hahaha…
– Oj, no co? – jęknęła z rezygnacją.
   Nie odezwałem się. Nie śmiałem się już ale wciąż z uśmiechem na ustach wpatrywałem się w stojącą na środku pokoju, w stojącą przede mną Wiosnę, jakby ta celowo mi pozowała albo tym bezruchem chciała mnie do czegoś sprowokować.
– Zabrałeś mi pas, żeby śmiać się teraz ze mnie? – spytała niespodziewanie głosem pełnym żalu.
– Coś w tym złego, że się śmiałem? – spytałem zdziwiony tym co powiedziała.
– Mam już tego dość. Śmiej się, śmiej. – wyrzuciła z siebie nie kryjąc żalu.
– Przestań… – powiedziałem cicho.
– Cały dzień się ze mnie śmiejesz. – Joanna najwyraźniej była za to na mnie obrażona.
– Ja się śmieję? – mimo woli uśmiechnąłem się robiąc zdziwioną minę i kręcąc przy tym z niedowierzaniem głową.
– Nie, ja! – aż zapiszczała z oburzenia i po chwili dodała o wiele już bardziej opanowanym głosem – Zabrałeś mi pas i widzę, że masz z tego świetny ubaw.
– A co ty żeś się nagle tak tego pasa czepiła? – zdziwiłem się.
– Nie założę więcej tych spodni i już. – powiedziała stanowczym tonem.
– Rozpłaczę się zaraz. – przekornie drwiłem sobie z niej.
– Nie założę! – wykrzyknęła – Możesz być tego pewny!
– Przestań… – chciałem zbagatelizować to, co powiedziała – Pasek leży na półce w szafie. Nie widziałaś jak go tam wczoraj kładłem?
– Widziałam. – mówiąc to lekceważąco wzruszyła ramionami.
– Mogłaś go sobie wziąć, – uśmiechałem się do Asi cały czas, może teraz już wyjątkowo ciepło – jak tak ci go brakowało.
– Nie założę więcej tych spodni. – powiedziała o wiele już spokojniejszym głosem
– Naprawdę? – mimo wszystko coś mnie kusiło by sobie z niej zakpić – O joj.

strona 2479

   …gdyby języczek suwaka był uniesiony… gdyby tak teraz przechylił się w górę… – wpatrywałem się w zamek Asi spodni żałując, że nie mam takich mocy, by swoim wzrokiem to sprawić – …suwak zsunąłby się na pewno…
– Aśka? – spytałem uparcie wpatrując się w to właśnie miejsce.
– Co? – jęknęła z rezygnacją.
– Nie masz pasa. – stwierdziłem, może jedynie głośno powiedziałem to o czym myślałem, co sprawiało mi przyjemność.
– No i co? – Joanna nieco się speszyła ale mimo to obojętnie wzruszyła ramionami.
– Nie masz. – stwierdziłem bawiąc się jej zawstydzeniem.
– Zabrałeś mi go wczoraj. – powiedziała siląc się na obojętny ton głosu i jedynie kąciki jej ust wykrzywiły się w grymasie pogardy – Nie pamiętasz już tego?
– Aśka… – patrzyłem w to miejsce gdzie nie było pasa jakby mimo wszystko jego brakiem zaskoczony.
– No? – spytała znudzonym głosem.
– Szkoda trochę, że nie różowe… – powiedziałem cichym, nieco zrezygnowanym głosem.
– Co, nie różowe? – Joanna nie miała pojęcia o czym teraz mówię.
– Majtki. – niezmiennie ciepło się do niej uśmiechałem – …Aśka.
– Maciek! – warknęła wyjątkowo nieprzyjemnie brzmiącym głosem.
– Co? – udałem zdziwienie nadal jednak nie przestając, nadal wyjątkowo uparcie patrząc na zapięcie Asi spodni.
– Co… – jęknęła jakby właśnie zabrakło jej sił a po chwili, akcentując każde słowo z osobna spytała strofującym tonem – Co ty robisz?
– Nic… – obojętnie wzruszyłem ramionami ale bojąc się mimo wszystko, że Wiosna ma mi za złe, że tak uparcie patrzę na zapięcie jej spodni szybko przeniosłem swój wzrok i wpatrzyłem się teraz w rozdrażnione oczy dziewczyny.
– Przecież wiesz, że nie lubię tego … – wysyczała nie kryjąc niezadowolenia – no sił mi już czasem brak.
   Joanna chwilę patrzyła mi prosto w oczy czekając może na moją reakcję.
– Co tak czarujesz? – spytałem przekornie.
– Czaruję? – zdziwiła się.
– Czarujesz tymi wielkimi oczami.
– Coś ci nie pasuje? – spytała niemile już brzmiącym głosem.
– To akurat mi pasuje… – odpowiedziałem celowo się z nią drocząc.
– Akurat? – kpiła sobie teraz ze mnie – A co ci nie pasuje?
– Pasek. – odpowiedziałem – A raczej pas.
– Coś ty? – skwitowała to z drwiącym uśmiechem na ustach.
– Aśka… – westchnąłem zbyt z pewnością głośno i całkiem mechanicznie przeniosłem znów swój wzrok niżej, tam gdzie tak wyraźnie widać było niewielki, różowy suwak – Oj, Aśka…
   Joanna pokręciła z niedowierzaniem głową.
– Aśka… – powtórzyłem jeszcze raz celowo rozmarzonym głosem.
– I co, robisz mi na złość? – spytała z uwagą patrząc na mnie.
– Co, na złość? – udałem zdziwienie ale też i szybko oderwałem wzrok od jej spodni.

strona 2478

– Na różowe majtki? – spytałem bawiąc się jej zagubieniem.
– Teraz będziesz patrzył. – powiedziała cicho.
– Ach… teraz. – skinąłem ze zrozumieniem głową.
– Przecież mówię… – jeszcze bardziej, wyjątkowo już chyba niezadowolona wykrzywiła swoje usta.
– Cały czas patrzę. – odpowiedziałem przekornie.
– Widzę… – jęknęła z rezygnacją.
– Aśka… – powiedziałem wpatrując się z uwagą w zapięcie jej spodni.
– No? – w głosie dziewczyny coraz wyraźniej słychać było wzmagające się rozdrażnienie.
– Aśka… – powtórzyłem jeszcze raz, teraz z zauważalnym wahaniem.
– No co? – westchnęła robiąc przy tym duże oczy.
– Bo tak sobie myślę… – wpatrzyłem się w jej wbite we mnie oczy
– Że co? – coraz bardziej ją ta nasza rozmowa drażniła.
– …że chyba cię nie ubędzie. – uśmiechnąłem się do niej ciepło.
– Co nie ubędzie? – nie zrozumiała co mam na myśli.
– Myślę, że będzie cię dokładnie tyle samo, – wyjaśniłem – jakbym nie patrzył. Czyli, że cię nie ubędzie.
– Nie wygłupiaj się… – nieśmiało, chyba nieco teraz zawstydzona uśmiechnęła się.
– Nie ubędzie cię, jak cię nie ubyło gdy patrzył na ciebie, gdy przez pół dnia pożerał cię wzrokiem Bartek. – powiedziałem ciepłym, spokojnym głosem.
– Jakie zaraz, pół dnia? – zaprotestowała nagle niebezpiecznie wzburzona.
– A nie? – jej zawstydzenie pomieszane ze wzburzeniem zaczynało mnie coraz bardziej bawić – …i miał na co patrzeć.
– Przestań… – zarumieniła się nieco bardziej.
– Ty wiesz… – urwałem nie kończąc tego co starając się wzbudzić zainteresowanie Asi powiedziałem głosem ściszonym nagle do konspiracyjnego szeptu.
– Co? – zgodnie z mym oczekiwaniem Joanna się zainteresowała tym co mówię.
– Bo gdybyś tak miała różowe majtki, – uśmiechnąłem się patrząc na Wiosnę rozmarzonym wzrokiem – wtedy dopiero miałby na co patrzeć.
– Daj spokój… – jęknęła mimo woli dotykając palcami zamka swoich spodni.
   Był zapięty. Spostrzegłem to jak tylko otworzyłem oczy słysząc, że ktoś wchodzi do pokoju. Był zapięty niemal idealnie, a w każdym razie na tyle, na ile to było w tych spodniach możliwe. Kilka znajdujących się na samej górze, powyżej suwaka ząbków było, do czego już się przecież przyzwyczaiłem, mocno rozchylonych na boki a pomiędzy nimi a sztruksowym paskiem, materiałową górną częścią spodni, bo Joanna dziś nie założyła topornego, skórzanego pasa, w trójkącie którego najdłuższy bok stanowiła dolna krawędź tego właśnie różowego, sztruksowego pasa jej spodni, gdy się tak dobrze w to miejsce wpatrzyć, widać było znajdujące się pod spodniami białe majtki okryte cienką materią nieco tonującą ich biel, widać tam było cienką materię rajstop.
   …gdyby suwak zsunął się o jeden ząbek w dół… – pomyślałem – …gdyby się zsunął …to wszystkie boki tego szczególnego trójkąta byłyby równe…
   Te jedyne w swoim rodzaju rozważania sprawiały mi przyjemność a wręcz zaczynały mnie już podniecać.

strona 2477

   Wiosna stała milcząc i jedyne co zrobiła, to jak mała, zawstydzona dziewczynka opuściła głowę.
– …tylko różowych majtek do niej nie masz. – dodałem starając się by mój głos wybrzmiał teraz wyjątkowo poważnie – Muszę jakieś fajne ci kupić, bo białe, to za cholerę nie będą pasowały do różowej koszuli.
   I tym razem Wiosna nie odezwała się do mnie.
– I co nic nie mówisz? – uparcie wpatrywałem się w stojącą nieruchomo Joannę.
– Eee… – jęknęła niechętnym mi głosem.
– Co, eee? – z uwagą patrzyłem prosto w jej duże, lazurowe oczy.
   Mój uparcie wbity w nią wzrok speszył Wiosnę. Opuściła swoje oczy i wpatrzyła się w podłogę.
– A Agata… – dopiero po chwili Joanna nieśmiało zaczęła coś mówić, ale zająknęła się i umilkła.
– Co Agata? – patrzyłem na nią uważnie.
– …no… – skrzywiła w grymasie niezdecydowania usta – bo tak sobie pomyślałam…
– Ale, że co? – spytałem gdy znów umilkła.
– …czy spała w koszuli? – w końcu pozbawionym pewności głosem spytała o to, co ją bez wątpienia teraz wyjątkowo zaciekawiło.
– Nie. – odpowiedziałem cały czas wpatrując się w Asię – W piżamie.
– To dlaczego ja mam spać w koszuli? – nagle uniosła wzrok i wpatrzyła się wyczekująco na mnie – I do tego różowej?
– I w różowych majtkach. – dodałem nawet na moment nie odrywając od Wiosny oczu.
– No właśnie. – skrzywiła się z niesmakiem – I w różowych majtkach.
– Bo zawsze chciałem spać z dziewczyną – skłamałem udając, że mówię to z wyjątkowym  przejęciem – w różowej koszuli i różowych, przezroczystych majtkach.
– Akurat… – Joanna uśmiechnęła się nieśmiało.
– To skąd matce przyszłoby na myśl kupić ci akurat różową, a nie na przykład, niebieską koszulę? – spytałem bawiąc się zakłopotaniem Wiosny.
– Nie wiem… – nieśmiało wzruszyła ramionami.
– No właśnie. – powiedziałem pewnym siebie, stanowczym głosem – Wiedziała o tym.
– No tak. – Joanna po chwili namysłu przyznała mi rację i znów zamilkła.
– No chyba, że nie chcesz być ze mną – stwierdziłem trochę chyba zrażony jej milczeniem – i niepotrzebnie kupiła ci tą koszulę.
– To nie tak… – Joanna wyrzuciła z siebie ale szybko się opanowała i umilkła nieco speszona.
– A jak? – zrobiłem niewinną minę.
– Chcę… – wyszeptała – ale…
– Ale, co? – spytałem gdy Joanna nie kończąc urwała – Chcesz, czy nie chcesz takie fajne, przezroczyste różowe majtki i tą różową koszulę?
   Wiosna uśmiechnęła się. Może nawet nieco się zarumieniła i nagle, całkiem niespodziewanie schwyciła z tym charakterystycznym dla niej poświstem powietrze.
– Oj, bo będziesz patrzył. – niespodziewanie wyrzuciła z siebie krzywiąc przy tym z niesmakiem usta.