strona 2516

– Ty! – Bartek wykrzyknął – Szanuj popitkę, więcej nie ma.
– Tuba nigdzie popitki nie skitrała? – uśmiechnąłem się zapominając już o czym Bartek wcześniej mówił.
– Hehehe!… – zarechotał radośnie – To jak? …wypijemy?
– Dobra. – odpowiedziałem odstawiając butelkę na trawnik – Tylko mało.
– Jak nie ma to trzeba szanować to co jest. – stwierdził udając filozoficzną zadumę.
– Trzeba cieszyć się tym co jest. – dodałem i zamilkłem bo i Bartek chwilowo też przestał mówić.
– Ty! – Bartek znów się odezwał.
– Co ty tak cały czas z tym, ty? – popatrzyłem na niego z niechęcią.
– Dam ci trzy patyki. – sięgnął znów do kieszeni i wyjął tym razem zwitek banknotów.
   …przecież obiecałem… – nagle się zawahałem – …obiecałem matce, że nie będę od niego pożyczał…
– Nie, nie trzeba. – burknąłem pod nosem – Jakoś sobie dam radę.
– No co? – Bartek się zdziwił – Nie potrzebujesz już?
– Nie no… – nie miałem pojęcia co mam zrobić.
– Trzy klocki, to nie siedem. – uśmiechnął się do mnie nieśmiało – No, ale zawsze coś.
   …trzy klocki… – pomyślałem czując mimo wszystko ulgę – …i te pięć od matki… razem osiem… jestem zdrów… i nawet górka będzie…
– Klocek twój, za to granie, co go nie ma. – Bartek mówił rzeczowo – Do oddania masz tylko dwójkę …no i te dziesięć papiera.
– Tylko nie mów nikomu. – zastrzegłem odbierając w końcu od Bartka i te pieniądze – A już ani słowa mojej starej.
– No chyba wiem. – spojrzał na mnie z wyższością – Rozumie się, nie?
– Nie chcę, żeby wiedziała. – szybko się usprawiedliwiłem – …żeby ktokolwiek o tym wiedział.
– Rozwieszę plakaty na mieście, że pożyczyłeś ode mnie. – zażartował i zadowolony z siebie głośno znów zarechotał – Hehehe!
– Co pożyczyłeś? – usłyszałem z tyłu za sobą głos będącej niezbyt daleko ode mnie Joanny.
– Pożyczyłem? – drgnąłem.
 …świetnie… – czułem narastającą nagle we mnie złość – …wszystko słyszała… wypapla zaraz matce i będzie afera…
– Gdzie ty łazisz? – spytałem nie potrafiąc opanować wzburzenia.
– Z Andrzejem i Aldoną zrobiliśmy obchód. – odpowiedziała ignorując mój niemiły ton głosu.
– Do domu trzeba wracać. – powiedziałem nie mając zamiaru wracać i nie wstając nawet z ławki – Późno już.
– Czekaj… – głos Joanny będącej gdzieś z tyłu, za mną posmutniał – może posiedzimy tu jeszcze chwilę?
– Zimno się zrobiło. – chciałem załagodzić swoją zbyt brutalną odzywkę.
– Co pożyczyłeś? – Joannę bez wątpienia to zaintrygowało.
– Nic. – starając się zachować obojętność odpowiedziałem jej wzruszając ramionami – Nic nie pożyczyłem.
– Przecież Bartek mówił… – Joanna przeszła pomiędzy nami i usiadła obok mnie na ławce.

strona 2515

– Nie musisz się tak wszystkim chwalić, – mój głos, tak jak tego chciałem zabrzmiał całkiem obojętnie – gdzie się gapisz.
– No co!? – Bartek nagle się postawił – Bo ty to może nie patrzyłeś?
– Może. – odburknąłem niechętnie – A choćby i nawet, to gówno ci do tego.
– …nikomu się nie chwalę. – dopiero teraz dotarło do niego to co powiedziałem.
– Tego by tylko brakowało. – mając nadzieję, że da już temu spokój odpowiedziałem mu znudzonym głosem.
– Co się wściekasz? – pokręcił z niedowierzaniem głową – Przecież miała.
   …nie wytrzymam… – poruszyłem się nerwowo – …zrzygam się zaraz przez niego…
– I dobrze, że miała. – starając się zapanować nad sobą odciąłem się jednak impulsywnie – Nie musisz o tym paplać po pijaku.
– Po jakim pijaku? – poczuł się urażony.
– Uchlałeś się, – stwierdziłem – i pierdolisz coś niepotrzebnie.
– Ty! – poczuł się dotknięty – …bo jakbyś ty był całkiem trzeźwy.
   Ignorując to, co Bartek tak bezmyślnie paplał ostentacyjnie zaziewałem.
– Ty. – odezwał się znów nie czując już do mnie urazy – Mam dla ciebie te dziesięć papiera.
   Sięgnął ręką do kieszeni i wyjął przygotowany z pewnością już wcześniej banknot.
– Nie trzeba. – odburknąłem wciąż czując niechęć do Bartka za to co przed chwilą z takim przejęciem mówił.
– Ty… – spojrzał uważniej na mnie – Chyba się nie obraziłeś na mnie?
– Bo coś gadasz niepotrzebnie. – odpowiedziałem starając się zapanować nad tą całkiem niepotrzebną niechęcią do Bartka – Nie wiem, po jaką cholerę.
– Nie wiem, po jaką cholerę… – powtórzył niczym echo, powtórzył nie kryjąc swego zaskoczenia – Tyle się znamy… tyle żeśmy razem… myślałem, że jak kumpel z kumplem… a ty…
– Znamy się. – przerwałem mu stanowczym tonem – Ale tym razem to trochę przesadziłeś.
– To daj mi w pysk! – poruszył się nerwowo – …jak tak cię to zabolało.
– Nic mnie nie zabolało. – warknąłem – Po prostu, nie gadaj takich pierdół, i tyle.
– I co się wściekasz? – spytał obojętnym głosem a po chwili dodał zachęcającym tonem – Nie wściekaj się, tylko bierz monetę.
   …bierz monetę… – zadudniły mi w głowie słowa Bartka – …a matka?…co jej powiem?…
– No bierz. – Bartek powtórzył ciepłym, pozbawionym emocji tonem – Nie rób cyrków, przecież potrzebujesz.
   …dziesięć papiera, to gówno tam a nie pożyczka… – pomyślałem.
– Dzięki. – po krótkim zawahaniu odebrałem z jego ręki banknot dziesięciodolarowy i wsadziłem go do swojej kieszeni – Oddam jak tylko będę miał.
– Nie spieszy się. – stwierdził – Masz u mnie przecież tysiaka za to wesele na Wielkanoc, co je odwołali.
– O. – skinąłem głową i sięgnąłem po butelkę z oranżadą.
   Upiłem spory łyk słodkiego i ciepłego napoju bo po wypitej dzisiaj wódce cały czas czułem pragnienie.

strona 2514

-Ty! – tak jak się tego bałem Bartek uparcie gadał – Zamek miała rozpięty i było widać. Widziałeś chyba? …co?
   …no świetnie… – nagle zrobiło mi się niedobrze.
– Może Joannie a nie Aśce? – patrząc z niechęcią w te zaczerwienione wypitym alkoholem malutkie oczka Bartka, patrząc na jego zaczerwienioną, nie wiem czy tylko od wypitej wódki twarz przerwałem mu zmuszając się by zabrzmiało to całkiem obojętnie.
– No co, – Bartek poczuł się urażony – miała rozpięty zamek i było widać.
– Co ty nie powiesz? – zmusiłem się by skrzywić w drwiącym uśmiechu usta – I było widać?
– No. – nie zraziła go moja ironiczna i oziębła odzywka – Miała białe gacie, no nie gadaj, że nie widziałeś?!
– Pierdolisz. – warknąłem czując jak coś ścisnęło mój żołądek, jak to wszystko co tam się znajdowało podeszło mi do samego gardła.
– No co ty? – Bartek patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem – Naprawdę.
– Nie pierdol! – choć cicho, to jednak stanowczo go zrugałem czując, że za chwilę się porzygam.
– Spodnie się rozpięły… – Bartek cały czas z uwagą mnie obserwował – a ona nie wiedziała.
   …no nie… – czułem jak wewnątrz mnie zaczyna buzować – …zrzygam się zaraz…
– A ty wiesz, jak masz rozpięte? – spytałem siląc się na znudzony głos.
– Nigdy nie miałem rozpiętych. – odparł wciąż tym wkurzającym mnie, pyszałkowatym głosem.
– Pewny jesteś? – spytałem patrząc na niego z wzbierającą coraz bardziej niechęcią.
– No. – wypalił dotykając zapięcia swoich spodni by sprawdzić czy wszystko jest w porządku – A co?
– Jajco. – odburknąłem.
– Ty! – popatrzył na mnie z uwagą – No co ci?
– Gówno. – warknąłem z trudem panując nad sobą.
– Gówno? – w jego otępiałych przez alkohol oczach przez moment widać było wątłe, niemal niezauważalne zdziwienie – …chyba nie wkurzasz się na mnie?
– Chyba? – spytałem zdziwionym głosem.
– Znamy się przecież tyle… – coś go nagle zaniepokoiło.
– I co, że tyle? – uparcie patrzyłem mu prosto w oczy.
– To, że możemy sobie pogadać jak kumpel, z kumplem. – stwierdził nieco zdziwionym głosem – …nie?
– Możemy. – starałem się by zabrzmiało to wyjątkowo sarkastycznie.
– To co żeś się tak nafulfał? – nie krył swego zdumienia.
– Nafulfał? …Hahaha… – rozbawiony tym określeniem zaśmiałem się głośno.
– No tak… – Bartek nie wiedział co mnie tak rozśmieszyło – Nafulfałeś się.
– Zdaje ci się. – skrzywiłem pogardliwie usta.   
– …fajne ma te różowe spodnie. – po krótkim zastanowieniu, wciąż uważnie mnie obserwując stwierdził odzyskując tą drażniącą mnie pewność siebie.
– Tak ci się spodobały? – pogardliwie pokiwałem głową – …zachowujesz się jak taki zasrany dzieciuch.
– Maciek?… – nie wiedział jak ma na to zareagować.

strona 2513

– A co ty się tak Tuby boisz? – choć w taki sposób chciałem się odgryźć cały czas z uwagą przyglądając się Bartkowi.
– Ja? – fuknął bez wątpienia oburzony tym, co przed chwilą usłyszał.
– Nie, ja. – warknąłem czując do niego uraz za to, że nazwał Joannę panienką, za to, że przez cały dzisiejszy wieczór nie spuszczał z niej wzroku.
– Ty za to Aśki się boisz. – wypalił zadowolony z siebie.
– Dobrze, że ty nie musisz. – odszczeknąłem się.
– Myślisz, że mam czego żałować? – spytał starając się nieudolnie zażartować.
– Myślę, – warknąłem – że tego to się jednak nie dowiesz.
– Dobra już, dobra… – westchnął z rezygnacją – Wypijemy, nie?
– Bez popitki nie przejdzie. – stwierdziłem nie mając już ochoty na picie alkoholu ale też i nie chcąc niepotrzebnie kłócić się z Bartkiem.
– Zobaczę. Jakaś oranżada się chyba znajdzie. – odpowiedział i chwiejnym krokiem ruszył w stronę pierwszego z campingowych budynków, tego przeznaczonego na organizację niewielkich imprez i uroczystości a będącego też, najczęściej chyba campingową świetlicą i stołówką, w którym to spędziliśmy gdy skończył się przygotowany przez chłopaków i ich dziewczyny grill niemal cały dzisiejszy wieczór – Przyniosę ci.
  Zostałem sam. Czułem, że zrobiło się już zimno a niemal całkowity już teraz bezruch i cisza, która zaległa campingowy ośrodek, mącona jedynie monotonnym szumem morza sprawiła, że zaczynałem znów przysypiać.
   … Pinek z Jadźką poszli już do domu… – pomyślałem żałując, że nie wykorzystałem tego i też wtedy nie wyszedłem.
   Gawron z Tubą i Joanną, która szybko zaprzyjaźniła się z Aldoną, czyli Tubą sprawdzali właśnie, czy wszystko jest pozamykane, czy grillowe ognisko zostało dobrze zagaszone i czy wszystkie światła zostały wyłączone.
   …jest okazja …jak skończą… – myślałem z nadzieją – …żeby pójść do domu…
   Sprawdzali, bo gdyby coś było nie tak, gdyby tak coś się tu wydarzyło po naszym odejściu, wtedy ojciec Gawrona z pewnością by się wściekał.
   …zaprzyjaźniły się… – myśli wolno, zbyt wolno i z coraz większym trudem docierały do mojej świadomości – …Aśka z Tubą…
– Ty! – kolejny już raz drgnąłem, gdy Bartek zaczął mówić tubalnym głosem. Drgnąłem nagle przebudzony, nagle wyrwany z zamyślenia przez Bartka, który tym razem ustawił na wprost ławeczki, na której to siedziałem z wolna przysypiając krzesło i dwie butelki otwartej już oranżady – Ale było jej widać.
– Co? – spytałem nie mając pojęcia o czym Bartek mówi.
– Jak co?… – uśmiechnął się obleśnie i powiedział ściszając niespodziewanie głos – Gacie.
– Gacie? – powtórzyłem bezmyślnie.
   …gacie… – nagle mnie to zaniepokoiło – …było jej widać…
– Komu? – spytałem zbyt szybko i z pewnością całkiem niepotrzebnie.
– Aśce. – Bartek zdawał się być wyjątkowo z siebie zadowolony.
   Nie odezwałem się, nie zareagowałem w żaden sposób na to co Bartek teraz, po pijaku paplał a jedynie tylko nieznacznie z niedowierzaniem pokręciłem głową.
   …czepił się… – poruszyłem się nerwowo chcąc znaleźć trochę wygodniejszą dla siebie pozę – …i nie da teraz spokoju…

strona 2512

– Bartek? – uwaga z jaką patrzył na mnie niepokoiła mnie – Nie wiesz może, gdzie jest Aśka?
– Jakby co, to ja ją odprowadzę. Nie cykaj. – zadeklarował się – Jak chcesz, to możesz śmiało iść…
   …o proszę… – uśmiechnąłem się mimo woli – …jaki chętny się nagle zrobił…
– Chcesz mnie spławić? – wypaliłem bez namysłu.
– Ja? – zdziwił się – …przecież chciałeś iść, to pomyślałem, że ja…
– Co ja? – przerwałem mu stanowczym głosem – Co ty?
– No, że odprowadzę… – zająknął się.
– Co ty się tak o Aśkę troszczysz? – patrzyłem niechętnym wzrokiem prosto w Bartka oczy.
– Ja? – wyraźnie się speszył.
– Ja, to w wojsku dupa. – odpowiedziałem chcąc choć w taki sposób dokuczyć Bartkowi.
– Ty! – uniósł butelkę wódki i z uwagą wpatrzył się w etykietkę – Wypijemy, co? …bo tak się coś rzucasz?
   …hi …zawodnik się znalazł… – uśmiechnąłem się z satysfakcją – …dostał po łapach… i się spłoszył…
– Eee. – jęknąłem – Wyborowa.
– No, co? – zdziwił się – Przecież lubisz…
– Może i lubię… – obojętnie wzruszyłem ramionami.
– To co? – popatrzył na mnie z nadzieją – Ma się zmarnować?
– Do poniedziałku nie skiśnie. – odpowiedziałem myśląc by zostawić ją na poniedziałkowa próbę.
– Ty się o poniedziałek nie martw. – Bartek znacząco wykrzywił swoje grube wargi.
– Daj spokój. – jęknąłem.
– Co? – uśmiechnął się znacząco – Wymiękasz?
– Nie wymiękam, – fuknąłem – ale nie mam już smaka.
– Swojej panienki się boisz? – spytał prowokującym tonem – …jak Gawron Tuby?
– Tak, boje się. – przytaknąłem i drwiąco akcentując każdą sylabę tego wyrazu dopowiedziałem – Panienki.
– Co się tak rzucasz od razu? – Bartek westchnął z rezygnacją – …całkiem niepotrzebnie.
– Flaszka przyda się na poniedziałek. – powiedziałem ugodowo.
– Przestań. – nieznacznie ale przecież z niedowierzaniem pokręcił głową – Co się z tobą porobiło?
– Nic. – wzruszyłem ramionami – Co się miało porobić?
– Nigdy taki nie byłeś. – z niedowierzaniem pokręcił głową.
– A możemy tą flaszkę wypić w poniedziałek? – spytałem znudzonym głosem. 
– W poniedziałek, to już inna bajka będzie. – stwierdził patrząc z nadzieją na mnie – Tuby nie będzie, pracuje teraz na popołudnie… Nie cykaj, damy w poniedziałek czadu!

strona 2511

Rozdział 52.

– Fajna ta Aśka. – drgnąłem nagle wyrwany ze snu głosem Bartka, który niespodziewanie zmącił zalegającą camping ciszę.
– Która to godzina? – spytałem patrząc jak Bartek kuca i stawia na trawniku przede mną nie rozpoczętą butelkę wódki i dwa kieliszki.
– Po drugiej będzie… albo i lepiej. – odpowiedział i patrząc z zadowoleniem na butelkę szybko dodał – Ostatnia. Zachachmęciłem ją tak, żeby Tuba nie widziała.
– I nie widziała? – spojrzałem na zadowolonego z siebie Bartka, któremu udało się coś uszczknąć ze skarbca pilnowanego przez Aldonę, dziewczynę Gawrona.
   Tuba zawsze, gdy była w naszym towarzystwie pilnowała żeby Gawron, a przy nim, siłą rzeczy i my wszyscy, nie pił za dużo. Robiła to z poświęceniem godnym lepszej sprawy i nie raz, gdy mieliśmy ochotę pić dalej a Tuba stwierdziła, że mamy już dość nie było na nią rady. Budziła respekt, i jak stwierdziła, że to koniec imprezy, koniec musiał być. Jej gabaryty i to, że potrafiła w złości strzelić w pysk z taką siłą, że omal nie traciło się przytomności sprawiały, że nikt, kto ją znał nie odważyłby się targować z nią.
– No. – Bartek, który jak zawsze, tak i tym razem czuł potrzebę by się dopić skinął z zadowoleniem głową.
– Starczy już. – skrzywiłem się z niesmakiem.
– Co starczy? – zdziwił się.
– Nie mam już ochoty. – stwierdziłem wiedząc, że i tak na nic się to zda.
– Jakie starczy? – Bartek nerwowo zaprotestował – Wypijemy i wtedy starczy.
– I wtedy popadamy jak betki. – wpatrywałem się w Bartka, który choć dobrze miał już w czubie nie dawał za wygraną.
– Trzeba się zbierać. – chciałem zakończyć już tą rozmowę – Pinek z Jadźką dawno poszli do domu…
– No i co? – nie dał mi dokończyć – Pinek z Jadźka poszli, zawsze jak jest Jadźka spierdalają przed końcem imprezy.
– No właśnie. – wiedziałem, że to dla Bartka nie jest argument, że kto jak kto ale on nigdzie nie pójdzie wiedząc, że jeszcze jest wódka.
– Ty! – uparcie patrzył na mnie swoimi małymi oczkami, małymi zwłaszcza teraz, gdy już był bez wątpienia dobrze pijany – Gawron powiedział, że możemy tu spokojnie koczować do rana. Wczasowiczów jeszcze nie ma i Gawrona ojciec się zgodził…
– No wiem przecież… – wzruszyłem obojętnie ramionami.
   …Joanna z pewnością jest już zmęczona… – pomyślałem.
– Trzeba iść… – bąknąłem tracąc pewność siebie – Joanna jest zmęczona.
– Może się położyć w którymś z campingów. – Bartek szybko znalazł rozwiązanie.
– Chciałem iść do domu… – zrobiłem bezradną minę.
– I co? – Bartek niespodziewanie się tym zainteresował – Sam pójdziesz?
   …co on nagle taki dociekliwy?… – nie spodobało mi się zachowanie Bartka.

strona 2510

– A czerwony dywan gdzie? – udając zaniepokojenie popatrzyłem na Bartka.
– O matko… – Joanna jęknęła speszona – po co taka ceremonia?
– Ceremonia to będzie jak… dotrwamy do rana. – Bartek puścił zuchwale oko do Asi.
– Nic się nie bój. – uspokoiłem Wiosnę – Sami swoi.
– Co tam miałabym się bać. – fuknęła i nie patrząc na mnie ruszyła w stronę campingów.
   Szybko ruszyłem i ja, i już po chwili szedłem obok Wiosny.
– Wieczorek zapoznawczy z nową dziewczyną Maćka, Joanną – idący za nami Bartek powiedział tubalnym głosem – uważam za rozpoczęty. Tadam!
   …nowa dziewczyna… – zaczynało mnie to drażnić – …co on się tak tego ‘nowa’ czepił?…
– A nie wystarczy powiedzieć ‘z dziewczyną’ Maćka? – czułem, że to któryś już raz z rzędu powtarzane określenie nie brzmi zbyt dobrze.
– Starej już nie masz, – Joanna uśmiechnęła się do mnie – więc ja jestem nowa.
   …o proszę… – bezradnie pokręciłem głową – …obrończyni się znalazła…
   Bartek szybko dokonał prezentacji. Najpierw, odwrotnie niżby chyba wypadało przedstawił wszystkim Joannę a następnie przedstawił Wiośnie Gawrona, naszego basistę i jego dziewczynę „Tubę”, potężną blondynę prowadzącą w Kołobrzegu zakład fryzjerski, Pinka, perkusistę i głównego wokalistę zespołu i Jadźkę, z którą to Pinek był związany od kiedy go poznałem. Ja byłem z Aśką a jedynie tylko Bartek był sam. Jak zwykle zresztą.
– No to chodźmy. – gdy ‘ceremonia powitania’ dobiegła końca Pinek zaproponował charakterystycznym jak zwykle u niego, nerwowym, urywanym i niemal już jąkającym się głosem – Grill czeka przygotowany. Każdy dla siebie …coś dobrego znajdzie. Karkóweczka, boczuś… i takie tam…
– O boczuś… – uśmiechnąłem się z zadowoleniem.
– …kiełbaski i kurczak. – Pinek niczym wytrawny handlowiec na odpustowym festynie zachwalał szeroki wybór przygotowanego i smakowitego jadła – …i specjalnie dla pani Joanny… skrzydełka, udka… delikatne ale oczywiście odpowiednio przyprawione i bardzo smaczne, no i oczywiście wszystko pozostałe też…
– Dziękuję… – Wiosna powiedziała speszona ostatnimi słowami, które Pinek skierował do niej.
– A do tego są bułeczki i świeżutki chlebek. Z czym kto lubi. – Pinek dokończył resztką sił i kończącego mu się już w płucach powietrza, co zabrzmiało nieco komicznie.
– Spokojnie. – wtrąciłem rozbawiony tyradą Pinka – Asia to nie zjawa z krainy mchów i paproci. Jada raczej wszystko.
– Przestań… – Wiosna speszona tym wszystkim, co się teraz wokół niej działo zasyczała cicho.
– Masz tu wszystko. – udałem, że traktuję to całkiem poważnie – Do wyboru, do koloru.
– Wobec tego chodźmy, – tym razem odezwał się Gawron – pora rozpalić grilla.
– I rozlać powitalną wódkę. – Bartek wtrącił wręcz nas siłą wypychając w stronę rozstawionego, sporych rozmiarów grilla i ustawionych wokół niego krzeseł.

strona 2509

– Maciek… – Joanna wysyczała karcącym głosem.
– A ty co? – Bartek spojrzał na mnie nie kryjąc zdziwienia – Coś cię ugryzło, czy ktoś ci dokopał?
– Eee… – zrobiło mi się głupio, że tak się zachowałem – Sam wiesz jak to czasami jest… wkurza mnie to wszystko.
– Te siedem klocków? – uważnie spojrzał na mnie.
– Też. – powiedziałem wymijająco.
– Ja nie dam rady. – westchnął cicho – Nie mam tyle.
– No wiem przecież. – poruszyłem się nerwowo czując, że z tą niechęcią chyba trochę przesadziłem – Nie martw się za mnie, jakoś sobie dam radę.
– To co się denerwujesz? – wyrzucił z siebie wręcz teraz promieniejąc radością – Chodź, zaraz się odstesujesz. Wszystko już przygotowane. Cała bateria kojących nerwy płynów …takich jak lubisz!
   …może faktycznie niepotrzebnie się wściekam?… – pomyślałem – …bo matka jak zwykle musiała mnie swoim jadem zarazić…
– Jak ty dobrze wiesz, co ja lubię. – niezbyt szczerze uśmiechnąłem się do niego.
– Hehehe!… – patrząc już w oczy Joannie zarechotał radośnie – Nie raz się piło, to i wiem.
– Nie ciesz się tak bardzo i nie przesadzaj. – pomyślałem, że warto go dyskretnie przestrzec – pamiętaj, że ja też wiem, co ty lubisz.
– Co to ja mówiłem? – Bartek spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem – Bo tak żeś mnie zakręcił…
– Tadam. – powiedziałem grzecznie pochylając głowę – Powiedziałeś, ‘tadam’.
– No właśnie. – szybko odzyskał swój wcześniejszy, dobry humor – Witamy! Witamy! Panie i panowie! Ja, Bartolomeo Bartolini, herbu dmuchany balonik…
– Może raczej, – wtrąciłem złośliwie – zwiędnięta pietruszka?
– Przestań… – Joanna zasyczała złowieszczo – co ty dzisiaj taki upierdliwy jesteś?
– Upierdliwy? – zdziwiony spojrzałem na Wiosnę.
– Czepiasz się i czepiasz… – mówiła tak cicho bym tylko ja ją słyszał.
– Widać są powody. – odparłem zaskoczony niespodziewaną reakcją Joanny.
– Jak zaraz nie przestaniesz, – choć rozdrażniona to jednak starała się cały czas mówić szeptem – to ja wracam do domu.
   …tego mi tylko brakowało… – poruszyłem się nerwowo – …bawi ją to durne pajacowanie Bartka!…
– Ja, gospodarz dzisiejszego wieczoru, – Bartek, nie tracąc pewności siebie mówił, a raczej wykrzykiwał dalej – imprezę uważam za rozpoczętą! Hasło przewodnie dzisiejszego wieczoru to…
   Spojrzał za siebie, w stronę jednego z campingów, w którym nie było łóżek a znajdowała się taka swoista, mała sala klubowa z kilkoma stolikami i zawsze nieczynnym sklepikiem, campingu w którym czasem odbywały się imprezy czy też spotkania z różnych okazji, i gdzie czasem robiliśmy sobie próby, campingu do którego drzwi wejściowe stały teraz otworem.
– …wieczorek zapoznawczy z nową dziewczyną Maćka! – dokończył patrząc z zadowoleniem w otwarte drzwi, w których nagle ukazały się osoby, które już tam na nas czekały – Zapraszamy!
   Rozległy się brawa i głosy zapraszające nas, a w zasadzie to chyba głównie Joannę do wejścia do środka.

strona 2508

– Joanna zawsze pięknie wygląda. – odpowiedziałem niemal całkiem zagłuszając Asi nieśmiałe ‘dziękuję’.
– Tak, tak. – Bartek ugodowo i tak jakby chciał mnie szybko zbyć przyznał mi rację – Ale zgodzisz się chyba ze mną, że ten widok jest szczególny, bo…
– Bo? – nie dałem mu dokończyć.
– …bo kojarzy mi się z wyjątkowo piękną dziewczyną. – stwierdził uśmiechając się przy tym radośnie.
   …już zaczyna… – pogardliwie uśmiechnąłem się do Bartka.
– Kojarzy ci się? – spytałem ironicznie.
– No. – przytaknął i szybko dopowiedział zbyt z pewnością szczerze – Kojarzy mi się z Agatą.
– Przestań bajerować. – zgasiłem go mając mu za złe, że wspomniał o Agacie.
– A co? – wręcz wykrzyknął tryumfującym tonem – Może nie robicie tego specjalnie?
– Bartek… – jęknąłem z rezygnacją.
– Hehehe!… – roześmiał się głośno.
– A choćby i nawet, to co? – uśmiechnąłem się drwiąco – Coś może, nie tak?
   Nie odpowiedział. Wzruszył jedynie ramionami cały czas uśmiechając się infantylnie.
– Bartek… – powiedziałem tym razem bardziej stanowczym tonem.
– No co… – Joanna zasyczała niezbyt głośno trącając mnie jednocześnie upominająco łokciem.
– Nic na to nie poradzę. – Bartek odciął się szybko – Wypisz, wymaluj, cała nasza Agata.
– Co ty nie powiesz? – spytałem drwiąc z niego – Cała nasza?
– Ta spódniczka i… – wpatrując się w Joannę powiedział rozmarzonym głosem ale widząc, że dziewczyna dyskretnie, może tak żebym ja tego nie widział, figlarnie kręcąc głową pokazała mu koniuszek swojego języka, nie kończąc swojej myśli urwał namiętnie wzdychając – …eeech.
– Mogłeś jechać wtedy z nami do Włoch. – wypaliłem bez namysłu – Kupiłbyś tam sobie spodnie za kilkanaście milionów lirów, takie nabijane srebrnymi nitami i miałbyś teraz czym szpanować.
– Ja nie szpanuję. – Joanna powiedziała opuszczając nagle głowę.
   …oho… – przestraszyłem się, że całkiem nieświadomie uraziłem Joannę.
– Wiem. – spojrzałem na Wiosnę ciepło uśmiechając się przy tym do niej – Szpanowanie, to Bartka domena. W tym czuje się najlepiej.
– Ty! – Bartek zupełnie nie przejął się moją złośliwą uwagą. Spojrzał na mnie dumnie wypinając pierś – Ale bym teraz pasował do Asi… nie?
   …już od samego początku… – pomyślałem patrząc na Bartka krytycznym wzrokiem – …coś kombinuje…
– Czy w spodniach, czy nie, – odpaliłem patrząc na niego niechętnym mu wzrokiem – za cholerę do niej nie pasujesz.
– A to czemu? – zdziwił się bez wątpienia nie wyczuwając złośliwości w moim głosie.
– Bartek, Bartek… – uśmiechnąłem się z wyższością.
– Co, Bartek? – uparcie i natrętnie patrzył na nogi Joanny.
   …już się gapi… – niespodziewanie poczułem gwałtownie wzbierającą do niego złość – …dobrze matka mówiła…
– Bo pytasz jakbyś w domu lustra nie miał. – warknąłem całkiem niepotrzebnie.

2507

– Musisz się zastanowić? – czułem, że dziewczyna właśnie teraz powie, że nie chce – Musisz to sobie na spokojnie przemyśleć?
– To wszystko nie jest takie proste… – westchnęła – Pani Tosia zostałaby sama… moja mama z pewnością też byłaby zdziwiona…
– Cóż… – wziąłem głębszy oddech bojąc się, że to co powiem zabrzmi może nie do końca tak, jakbym tego chciał – Czasem trzeba podjąć trudną decyzję, nawet jak komuś mogłoby się to nie spodobać.
– Chcesz tego? – głos Joanny był tak cichy, że z trudnością zrozumiałem wypowiedziane przez dziewczynę słowa.
– Żebyś studiowała w Szczecinie? – nagle się pogubiłem – czy żebyś zamieszkała ze mną?
– Jedno z drugim chyba się wiąże. – uśmiechnęła się przekornie – Nie pomyślałeś o tym?
– Myślałem… – bąknąłem pod nosem.
– I co wymyśliłeś? – spytała patrząc uważnie na mnie.
– Może powinniśmy o tym porozmawiać kiedyś indziej? – warknąłem nagle żałując, że zapytałem tak bez zastanowienia, bez wcześniejszego przygotowania dziewczyny do tego pomysłu.
– Ten, co nie odpowiada pytaniem na pytanie. – odcięła się zatrzymując się tuż przed lekko uchyloną furtką.
   Pchnąłem furtkę i stanąłem tak, by Wiosna mogła wejść jako pierwsza. Joanna jednak, może nie rozumiejąc moich intencji patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem i stała wciąż przed otwartą już przecież specjalnie dla niej furtką.
– Proszę. – nie wiem dlaczego tak powiedziałem i dlaczego wykonałem ręką przesadny gest wskazujący, że Asia ma wejść pierwsza do środka.
– To tu? – spytała spoglądając z ciekawością na campingi stojące przy świeżo przystrzyżonym trawniku.
– Tak, tu. – uśmiechnąłem się zachęcająco i jeszcze raz powiedziałem – Proszę.
– Dziękuję. – Joanna odpowiedziała sprawiając wrażenie, że moje nieco przesadne zaproszenie wcale ją nie zdziwiło, że może właśnie na to czekała.
– Tadam! – całkiem niespodziewanie Bartek z wiązanką kwiatów w ręce wyskoczył zza pierwszego ze stojących w szeregu campingów i wydarł się na cały głos gdy tylko zamknąłem za sobą furtkę – Witamy! Witamy!…
– A ty co? – spojrzałem na niego zdziwionym wzrokiem – Na czatach stoisz, czy za delegację powitalną robisz?
– To ode mnie. – Bartek zignorował mnie. Lekko się pochylając wyciągnął w stronę Joanny rękę z bukietem kwiatów.
– Dziękuję. – Wiosna powiedziała zaskoczona i z wahaniem odebrała od Bartka kwiaty.
– Odbiło ci? – popatrzyłem na niego z niechęcią.
   …zawsze wszyscy dają Aśce kwiaty… – zrobiło mi się głupio – …tylko …kurde, nie ja…
– Hehehe! – Bartek zarechotał przesadnie głośno – Jak ty pięknie dziś wyglądasz!
   Bez skrępowania wpatrywał się w krótką, skórzaną spódniczkę, którą Wiosna specjalnie na ten wieczór ubrała.